W Sieci roi się od agentów. Za dwa złote…

„No, skoro to ma tyle dobrych opinii, to chyba warto to kupić” – myślisz sobie, przestudiowawszy fora i blogi. Internauci z reguły chwalą ten produkt, więc decydujesz się na zakup, skoro poleca go nie tylko producent? Uważaj: niemała część tych opinii to posty na zamówienie, pisane za stawkę dwóch-trzech złotych. W Sieci roi się od tzw. agentów, zajmujących się tą formą marketingu szeptanego.

Odprężona młoda kobieta przy laptopie

Fot. PhotoXpress.com

 

Tak, tak. Ludzie, piszący pseudoposty i pseudokomentarze to nie tylko półgłówki, jak choćby ten, usiłujący kiedyś wcisnąć swój link w InterJAK-u poprzez komentarz o treści „:)”, podpisany mailem „seo@jakistamdruk.pl”. Albo jak ten, który skomentował „Ja też lubię ładne nogi, ale jeszcze bardziej tanie blachy faliste” – oczywiście z linkiem do hurtowni tychże. Obok drobnych „zarabiaczy w Internecie”, gotowych chwalić i popierać nawet za 10 groszy (sic!) w branży działa agentura, osadzona mocno na forach (kto uwierzy nowicjuszowi? Lepiej mieć na koncie sporo neutralnych postów, wtedy przemycony marketing jest skuteczniejszy). Gdy dobrze poszukać, można znaleźć ludzi, chwalących się klientom posiadaniem nawet kilkuset nicków. Bez bazy danych ani rusz…

„Agenci za dwa złote” pracują niezmordowanie, dbając m.in. o:

  • budowanie pozytywnego wizerunku firm, produktów i usług
  • zwiększanie ruchu na wybranych stronach
  • umieszczanie linków, zarówno pozycjonujących jak i czysto tekstowych
  • polemizowanie z negatywnymi opiniami („a ja używam i jestem zadowolony”)

Posługując się wieloma zmyślonymi tożsamościami (np. „kumpela24″ może być w rzeczywistości 40-letnim bezrobotnym), ludzie ci tworzą w Sieci fałszywy obraz wycinków rzeczywistości. Wyspecjalizowane agencje i sami „agenci” dobrze też wiedzą, gdzie warto pisać, a gdzie nie. Do ich dyspozycji są całe listy forów, blogów i innych witryn internetowych. I gdy się takiej liście przyjrzeć, to tajemnica dziwnie dużej liczby komentarzy w niejednym blogu przestaje być tajemnicą, naprawdę… :)

Gdzie ich nie ma… Motoryzacja, dzieci, dom i rodzina, bankowość, kobieta, IT, erotyka i seks, ba, nawet blog o stanikach jest na celowniku „agentury”. Pisane za pieniądze posty można upchnąć wszędzie, gdzie tylko zostaną dostrzeżone, przeczytane i gdzie nierzadko przez lata przynosić będą korzyści zleceniodawcom. Oczywiście wszystkie fora największych portali to także miejsce pracy szepcących marketingowców. Są wśród nich nawet tacy, którzy chwalą się doświadczeniem sięgającym czasów, gdy …nie było u nas jeszcze Internetu (sic!). Są „zarabiacze w Internecie”, bezrobotni, nauczyciele, niepełnosprawni, studenci, a także prawdziwi mistrzowie pióra:

  • piszę bardzo szybko oraz bez błędnie
  • chętnie podejmuje wiele współprac
  • wielu stałych klientów gotowych jest poprzeć moje umiejętności
  • tworzenie społeczeństw internetowych skupionych wokół fanpage’y lub for.
  • teksty pisane dla szerszych odbiorcow
  • jestem wstanie zrealizować każde zlecenie

Nie, ja się nie śmieję – w Sieci roi się od półanalfabetów, toteż wpisy typu „to jest firma ktura mie nie zawiodła” wyglądają w oczach wielu czytelników na jak najbardziej autentyczne. A z perspektywy kogoś, kto chce w Internecie zarobić lub dorobić, chyba lepiej jest pisać na zamówienie posty i komentarze niż „artykuły”, wyceniane właściwie tą samą stawką. I zapewne czasem jest to ciężka praca. Widziałem m.in. profil „agentki”, która zapewnia, że w razie potrzeby gotowa jest studiować zagadnienia średniowiecznej broni albo kultury wschodnich Indii. To jednak rzadkość – przeważają deklaracje o „lekkości pióra” oraz zapewnienia „napiszę wszystko”.

 A wniosek? Wniosek jest jeden: biorąc pod uwagę naprawdę imponującą liczbę ludzi i agencji, zajmujących się pseudopostami, pseudokomentarzami i pseudoopiniami, nie ma już sensu tracić czasu na próby dowiedzenia się, co naprawdę ludzie o danym produkcie, danej usłudze czy firmie sądzą. Jeśli już brać pod uwagę cudze opinie, to tylko opinie ludzi nam znanych, do których możemy mieć jakie-takie choćby zaufanie.

Bo cała reszta opinii może być zdominowana przez płatną fikcję.